Co robić z małym Tadkiem Niejadkiem? Trochę teorii i nasza przygoda z rozszerzaniem diety

29 stycznia 2021Aleksandra

Czy Tadek niejadek musi zostać jadkiem? Z pewnością postaram się odpowiedzieć na to pytanie, wykorzystując swoje doświadczenie i przede wszystkim wiedzę z psychodietetyki. Przy pisaniu tego posta skorzystałam ze źródeł naukowych i notatek z zajęć „Aby Tadek został jadkiem”, autorstwa wspaniałej Pani Doktor Marty Kierzkowskiej-Grzybek.

„Za mamusię”, „za dziadziusia”, „leci samolocik”, „jeszcze tylko 3 łyżeczki i możesz pójść się pobawić”. Brzmi znajomo? Tak myślałam. Chyba większość z nas przynajmniej raz w życiu usłyszało takie słowa od kogoś bliskiego. Rodzice stają na rzęsach i próbują wszystkiego, aby ich Tadek zjadł tyle, ile oni uważają za słuszne. I tak naprawdę wszystko jest w porządku, jeśli mały Tadek zjada całą miseczkę zupki i prosi słodkim głosikiem o dwie dokładki. Duma całej rodziny! Problem pojawia się w momencie, gdy Tadek to „niejadek” i zostawia prawie cały obiadek. I co z takim Tadkiem zrobić? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta

Uszanuj jego decyzję.

Karmiąc dziecko na siłę, pilnując jego talerza i pokazując mu ile jeszcze musi zjeść, aby mógło się pobawić, to pierwszy krok do zaburzeń odżywiania. Nie chodzi o to, aby popadać w skrajność. Jeśli widzimy, że malec naprawdę nie zjada nic (nic, a nic!) to jest to sygnał, że warto zgłosić się do lekarza. W takim przypadku nie ma żartów.

Jest jednak ogromna różnica pomiędzy sytuacją, w której dziecko naprawdę nie spożywa pokarmów, jest osłabione i traci sporo na wadze, a sytuacją, w której maluch nie zjada tyle ile mu nałożymy na talerzyk. Jeśli występują jakiekolwiek niepokojące objawy związane z odżywianiem, natychmiast trzeba reagować i skonsultować to z lekarzem. Możemy mieć do czynienia np. z neofobią, za którą odpowiedziane są czynniki genetyczne lub biologiczne. Mogą być to również alergie, zespół złego wchłaniania, infekcje lub np. niedobór żelaza. W takim przypadku to lekarz (z ewentualnym wsparciem specjalisty psychodietetyki) decyduje w jaki sposób przeprowadzić dziecko przez proces uczenia się jedzenia.

Lekarze zachęcają do tego, aby skonsultować stan zdrowia dziecka jeśli:

  • maluch odmawia przyjmowania pokarmów przez długi czas,
  • nie przybiera na wadze
  • nie zaobserwujemy u swojego dziecka sygnalizowania głodu.

Jeśli już mamy pewność, że nasz Tadek nie ma żadnych kłopotów zdrowotnych, to pozwólmy mu na to, aby sam decydował ile zje.

Bardzo często dzieje się tak, że rodzice przychodzą do specjalisty i deklarują, że ich dziecko prawie nic nie zjada. Po kilkudziesięciu minutach (a czasem i szybciej) okazuje się, że jednak dziecko wcale nie je mało. Mama zapomina, że dała córce cztery biszkopciki podczas zakupów w markecie, tacie wyleciało z głowy, że uspokajał synka flipsami w samochodzie. Biszkopciki, bułeczki, chrupki to przede wszystkim węglowodany. Dzieci są w stanie najeść się taką przekąską i w pełni zrozumiałe jest to, że odmówią skonsumowania cieplutkiej i pysznej zupki. Nawet tej najpyszniejszej, od babci Tereski.

Natomiast, jeśli dziecko nie dojada pomiędzy posiłkami i pomimo tego niechętnie dojada swój obiad/śniadanko/kolację – to JEST TO W PORZĄDKU. Pozwolę sobie zacytować słowa Pani Doktor „ustalanie ile dziecko ma jeść, jest równie absurdalne, jak wyznaczanie mu ile razy ma oddychać”.

Zdrowe dziecko (nie bez powodu wytłuściłam słowo zdrowe) nigdy się nie zagłodzi. Powodów, dla których nie zjada tyle samo, co synek sąsiada jest mnóstwo. Bardzo często jest to chęć wyrażenia własnej woli. Naturalnym dążeniem małego dziecka jest osiągnięcie samodzielności i podkreślenie swojej niezależności, zwłaszcza od mamy. Czasem jest to po prostu intuicyjne unikanie spożywania tego, co im z różnych powodów nie służy. Pamiętajmy, że nawet najmniejsze dzieciaczki mają swoje preferencje smakowe i zapachowe. Ba! Mają nawet określone preferencje sensoryczne, związane z konsystencją jedzenia. Nasze maluszki mogą jeść mniej, jeśli są w stresie, coś je boli, jeśli ząbkują, przebywają za mało czasu na świeżym powietrzu itd. Uszanujmy ich przestrzeń i dajmy im prawo do tego, aby zdecydowały ile zjedzą. To, co my jako rodzice możemy zrobić, to zapewnić im dostęp do świeżego, pełnowartościowego posiłku.

Wywieranie jakiejkolwiek presji na dziecku, żeby jadło to, czego nie chce jeść (wszyscy muszą zjeść zupkę, zobacz Grzesiu zjadł całe mięsko, nie możesz być gorszy, MUSISZ spróbować), kontynuowało jedzenie, kiedy czuje się najedzone (trzeba zjeść do końca, nie może zostać nic na talerzu) i tym podobne zachowania są przemocą.

Przemocą jest również skłanianie dzieci do jedzenia poprzez:

  • zawstydzanie (grzeczne dzieci zjadają wszystko / zobacz jak inni ładnie jedzą),
  • straszenie (będziesz tu siedział tak długo, aż zjesz / jak nie zjesz to ubierzemy Ci pieluszkę i zaprowadzimy do maluchów / jak nie zjesz to tatuś będzie na ciebie zły)
  • oferowanie nagrody (tylko dzieci, które zjedzą, będą mogły się bawić/dostaną ciasteczko/naklejkę)

Bardzo często do takich sytuacji dochodzi w przedszkolu. Wychowawcy relacjonują rodzicom, że np. Zosia dzisiaj pięknie zjadła, ale Grzesiu był niegrzeczny, bo zostawił cały talerz. Dziecko, które wszystko zjadło, w niczym nie jest „lepsze”, ani „grzeczniejsze” od tego, które nie zjadło nic.

Dzieci zmuszane do jedzenia, nie zawsze są w stanie przeciwstawić się swoim rodzicom/opiekunom. Zwłaszcza, gdy w domu nieustannie narusza się ich granice. Bardzo dużo przypadków odmawiania jedzenia przez dziecko jest jedynie komunikatem „mamo, tato, chcę być niezależny, pozwól mi”.

Badanie naukowe

Teraz trochę czystych danych.

Specjaliści z Centrum Zdrowia Dziecka i Instytutu Matki i Dziecka we współpracy z fundacją Nutricia przeprowadzili badania nad żywieniem najmłodszych. Wynika z nich, że jedynie 7% polskich rodziców stosuje właściwą dietę dla dzieci, przy czym aż 85% z nich, jest przekonanych, że postępują prawidłowo. https://doczz.pl/doc/4876665/dieta-dzieci-pod-lupą.-jedynie-7%25-polskich-mam-stosuje-za…

To, co zdaniem badaczy jest najczęściej powielanym błędem w naszym kraju, to dawanie dziecku „wózkowych zapychaczy”. Grupa naukowców uważnie przyglądała się na ulicy dzieciom w wózkach. Zaobserwowali, że większość z nich stale coś przegryza. Najczęściej są to: biszkopty, sucha bułka, chrupki i paluszki. Właśnie taka praktyka wykształca u dziecka odruch stałego, bezrefleksyjnego mamlania, który zaburza naturalny rytm: posiłek – przerwa na trawienie, co prowadzi do rozregulowania ośrodka uczucia głodu i sytości.

12 kroków do tego, aby Tadek spróbował być jadkiem

  1. Schowaj zabawki
  2. Nie zmuszaj
  3. Oddaj ster dziecku
  4. Nie namawiaj
  5. Starajcie się jeść wspólnie
  6. Dbaj o spokój
  7. Wyłącz TV
  8. Unikaj przekąsek i soków
  9. Podawaj małe porcje
  10. Daj dziecku wybór
  11. Nie szantażuj, nie zawstydzaj i nie zastraszaj
  12. Staraj się, aby wspólne jedzenie było czasem pozytywnym, wesołym, pełnym dobrej energii, a nie walki.

Złota zasada żywienia dziecka

Rodzic decyduje o tym co podać swojemu dziecku do jedzenia, kiedy mu podać i w jaki sposób

Dziecko decyduje czy będzie jadło i ile będzie jadło.

Jak zachęcić dziecko do zdrowego odżywiania

Absolutnie nie rozmową o odpowiedniej diecie, ani o wpływie odżywiania na zdrowie (a już nie daj Boże o wpływie na sylwetkę). Dziecko nie powinno się skupiać na takich sprawach. Najważniejsze jest to, aby dać dziecku możliwość poznania różnorodnego pożywienia. Niech dotyka, ogląda, gniecie, wsmarowuje w twarz. To wszystko jest bardzo potrzebne dla jego rozwoju. Pokazuj mu wiele produktów, najlepiej w różnych kolorach, konsystencjach. Mały człowiek będzie mógł dzięki temu dokonać wyboru. Ważne jest również to, aby posiłki jeść wspólnie, dzieci uwielbiają naśladować swoich rodziców. Nie zostawiaj ich samych z pełnym talerzem. Starsze dzieci można zachęcać poprzez wspólne przygotowywanie posiłków, rozmowy o tym w jaki sposób powstaje np. kasza czy mąka. Można zaoferować im również, aby same dobrały dodatki do śniadania/obiadu na zakupach.

Nasza przygoda z rozszerzaniem diety

Nasza przygoda z wprowadzaniem stałych pokarmów rozpoczęła się w szóstym miesiącu życia Franka. Wcześniej karmiłam go tylko piersią. Zaczęliśmy klasycznie od marchewki, potem przeszliśmy przez wszystkie warzywa i po trzech tygodniach wprowadziliśmy owoce. Początkowo Franek niczego nie lubił. Z czasem w miarę zaakceptował marchewkę i jabłko. Byłam zaskoczona, że banan nie przeszedł selekcji 🙂

Pierwsza marchewka 🙂

Postanowiliśmy podejść do tego tematu bez żadnego stresu. Proponowaliśmy mu różne produkty, a on decydował czy w ogóle ich skosztuje. Przez cały ten czas dokarmiałam małego piersią. Aktualnie jesteśmy w procesie odstawania, ale Franek dość boleśnie ząbkuje, więc karmię go jeszcze w nocy.

W ciągu dnia bywało różnie. Mieliśmy etap, że mały nie chciał jeść praktycznie nic. Gotowałam mu najróżniejsze zupki, ale po jednej łyżeczce zaciskał usta i dawał mi do zrozumienia, że nie chce więcej. Wtedy był w stanie zjeść jedynie owsianą kaszkę, zupę pomidorową Hipp’a (którą uwielbia do dzisiaj), rosołek i schabik ze śliwką Gerbera (dziękuję Daria za polecenie!). Miałam oczywiście milion myśli w głowie, zastanawiałam się czy coś robię nie tak. W pewnym momencie po prostu przestałam się martwić, zaakceptowałam ten stan rzeczy. Nie mogłam obwiniać siebie i wszystkich dookoła, że nasz synek nie zjada tego co mu podaję. Wiedziałam, że potrzeba czasu, spokoju i cierpliwości.

Etap „papek ze słoika” trwał dobre trzy miesiące. Oczywiście w tym czasie wciąż proponowaliśmy Frankowi różne produkty. Sadzaliśmy go w foteliku przy naszym stole i jedliśmy wspólnie. Czasem nawet coś tam udało mu się przegryźć, ale bez szału. Przełom nastąpił mniej więcej tydzień temu. Mam wrażenie, że cierpliwość się opłaciła. Franiu wciąż nie jest jakimś fanem jedzenia, ale próbuje wszystkiego. Czasem mam wrażenie, że je tyle, ile jest mu potrzebne do życia i ani kropli więcej 🙂 I akceptujemy to w 100%. Codziennie podajemy mu różnorodne dania i obserwujemy jak wielką frajdę mu sprawia dotykanie i oglądanie każdego produktu. Czasem zje, a czasem rozgniecie i wsmaruje sobie w twarz (w takim przypadku najczęściej podaję mu sprawdzone zupki). Powolutku do przodu, bez żadnej presji, ani stresu. Akceptujemy jego wybory w 200% i nigdy nie będziemy go do niczego zmuszać. Już poprzez takie drobne rzeczy jak rozszerzanie diety, pokazujemy naszemu synkowi, że jest dla nas ważny i ma prawo wyboru.

HAPPY KIDDO :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + one =

Poprzedni post Następny post